Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 listopada 2017

To miasto jest stworzone dla rowerów

Kiedy wyjdzie się z głównego dworca kolejowego w Kopenhadze na Ingerslevsgade, ulicę nazwaną na cześć Hansa Petera Ingersleva, duńskiego ministra, wzrok pada od na ludzi kręcących się kilkaset metrów nad ziemią, a jeszcze przedtem uszy przechodzi dreszcz od unoszącego się w powietrzu pisku. Park Tivoli krzyczy, piszczy, śmieje się cały dzień. Wieczorem natomiast huczy fajerwerkami. Chyba nigdy nie można przejść spokojnie wzdłuż wysokich murów ogrodu.

 Spacerowanie Ingerslevsgade nie należy do atrakcji turystycznych. Z prawej strony szare budynki i magazyny, jeden hotel (przez okna piwnicy można dostrzec basen), po lewej wielopasmowe szyny kolejowe. Ale gdy się już zostawi za sobą tę konieczną przypadłość miasta, przejdzie się ruchliwe ulice i minie galerię handlową przy której wije się rowerowa autostrada, powita turystę nowoczesna i spokojna dzielnica  Islands Brygge, tejże nazwy poza Duńczykiem poprawnie nie wymówi nikt. Bloki na wyspie są różnorodne i wyjątkowe, ułożone jakby na architektonicznej wystawie pomysłów. A przy tym tak podobne do siebie i skomponowane, jakby myślał nad nim jeden, stateczny demiurg. 

sobota, 14 października 2017

Miasto Odyna i Andersena


Wytrzymałam bez snu aż do wjazdu na most łączący ląd z pierwszą duńska wyspą Fyn. To był długi most, choć myślałam, że będzie większy. Nasz gospodarz, który godzinę jechał po nas na dworzec w Kolding, a teraz godzinę miał wracać swoim malutkim samochodzikiem w środku nocy, uspokoił nas, że to ten mniejszy most, a że większy zobaczymy jutro, w świetle dnia. Mogłam zatem zasnąć.

Obudziłam się, gdy wjechaliśmy do miasta. Znów uśmiechała się do mnie murowana zabudowa. Nawet te nowoczesne i oszklone budynki nie były pozbawione tradycyjnej fasady.

Nasz gospodarz nie mieszkał w nowoczesnym bloku, przy którym zaparkował. Zaprowadził nas ciemnym zaułkiem na tył starej kamienicy. Obok w podświetlonych oknach kołysały się ludzkie sylwetki. Weszliśmy z zaułka do wąskiej sieni.

piątek, 29 września 2017

Najmilsze miasto na świecie

Podróż do Lubeki zdarzyła się nam całkiem przypadkowo. Niemiec-biznesmen wysadził nas na stacji autostradowej prawie 200 kilometrów przed Hamburgiem, do którego miałyśmy się dostać. Życzliwa Niemka uratowała nas od nieregulaminowego stopowania na autostradzie i zaproponowała podwózkę do Lubeki. Nie miałyśmy nic do stracenia, bo w Hamburgu i tak czekało na nas jedynie szukanie hostelu.
Lubekę nazywają miastem siedmiu wież i to była pierwsza rzecz o sympatycznie awyglądającym, spokojnym miasteczku. Nad Trawną rzeczywiście strzelało ku niebu sporo kościelnych wież. Dwie należące do katedry wydały nam się nadzwyczaj pochyłe. "Krzywe wieże z Lubeki".