niedziela, 7 sierpnia 2016

Rok 1984

George Orwell

Nie moją rolą krytykować klasykę. A jest nią niewątpliwie „Rok 1984”. Być może winić mogę swój gust. Albo potrzebuję przeczytać powieść Orwella kilka razy, by zrozumieć fenomen zawartej w niej psychologii politycznej. Myślę jednak, że to kwestia mojego światopoglądu i wewnętrznej niezgody na umniejszanie jednostki.

Wspominam przerabiany w szkole „Folwark zwierzęcy”, w którym tytułowy folwark staje się alegorią systemu autorytarnego. Na końcu trudno odróżnić świnie od ludzi, a książka zamyka się pozostawiając czytelnika z burzą myśli.
Od „Roku 1984” oczekiwałam podobnego, a nawet mocniejszego wpływu. W końcu, ile razy ktoś pytał mnie, czy może przeczytałam „Rok 1984” Orwella, a ja wstydliwie odpowiadałam: „Jeszcze nie”. Tymczasem spotkałam się ze światem ukazującym wizję autorytaryzmu totalnego i całkowitej inwigilacji. Orwell ukazał najczarniejszy scenariusz celowo, by przestraszyć. Pisana po wojnie książkach była wizjonerstwem. Uważa się, że Orwell bardzo trafnie przewidział następstwa polityczne, iż wiedział, w jakim kierunku podąża nasza cywilizacja.
Z pewnością nie można mu tego odmówić. W 1984 totalitaryzm wciąż panował w środkowo-wschodniej Europie. Przewidział, że rządy stalinowskie podąża w tym kierunku. Na realiach powojennej Rosji i na ruchach nazistowskich, której do tej wojny doprowadziły, oparł swoją wizję. Wiedział, jak wygląda komunizm w ZSRR, jak bezwstydnie szerzy się propagandę, kontroluje i prześladuje obywateli. Jak sami komuniści zostają wywożeni na Sybir, i nawet wtedy nie wyrzekają się swoich poglądów.
Większość szczegółów nie odbiega od rzeczywistości. Ale sklejone razem tworzą obraz nierealny, totalną antyutopię. Z drugiej jest to też obraz dystopijny, obraz upadającego świata i upadającej ludzkości. Wreszcie jest to utopia rządów autorytarnych, które chętnie upodobniliby swoje państwo do Oceanii.
Nie przekonuje mnie również narracja. Niektóre sceny uważam za „wyduszone”, podkoloryzowane w infantylny niemal sposób. (W tym przypadku zawsze obawiam się złych tłumaczeń). Nie rozumiem więc określenia „świetnie napisana”, której użył mój tata. Sama akcja wciągnęła mnie i w pewien sposób poruszyła. Zawiodły mnie jednak najistotniejsze opisy, zwłaszcza scen tortur i przesłuchań. Są zbyt rzeczowe, zbyt ścisłe, zbyt podkreślone uczuciami Winstona. Ból opisać można tylko prosto. Jak robił to Gustaw Herling-Grudziński w „Innym świecie”. Obiektywnie opowiadał, jak wyglądały przesłuchania, tortury, jakie zachowania wynikały z głodówki i przepracowania. Opowiadał z dystansem nawet swoje myśli, swoje emocje. Nigdy nikogo nie oceniał, nie obrażał. Ukazywał dobre i złe strony ludzi, których spotkał. Nie podkoloryzował nawet własnych uczuć, które doprowadziły go do Trupiarni. To było przejmujące.
Orwell opisuje subiektywnie i przekonuje nacechowanym emocjonalnie słowami i składniami o bólu przeżywany przez bohatera. Ale czy trzeba przekonywać, że uderzenie pałką boli? Że rażenie prądem to cierpienie nie do zniesienia?
Są momenty, którym trzeba przyznać świetne przedstawienie przebiegłości  organów inwigilacyjnych. Zwłaszcza wyciągnięta na wierzch rozmowa o’Briena z Julią i Winstonem. Deklarują oni, że są w stanie zrobić wszystko dla opozycji. Gdy podczas przesłuchań Winston zarzuca Partii terror, odsłuchuje swoje własne słowa deklarujące terror. To, co robiono ze starymi dokumentami w Ministerstwie Prawdy przypomina realia współczesne. W archiwach niektórych gazet usuwane są fragmenty starych pism, które nie zgadzają się z frontem wybranym przez ową gazetę.
Szczegóły się zgadzają. Z propagandą spotykamy się nawet dziś Ale antyutopijność u Orwella wciąż nie leży w moich przekonaniach. Ponieważ w ustroju Oceanii nie ma miejsca na niezniszczalny czynnik ludzki. Owszem, Winston buntuje się przeciwko Partii. I owszem istniały w historii jednostki, które potrafiły się przyznać do wszystkiego i nawet w swoją winę uwierzyć. Ale czy wszyscy?
W „Roku 1984” nie ma miejsca na błąd systemu. Nawet gdy podczas manifestacji prorządowej nagle zmienia się wróg, z którym walczy Oceania, nikt nie zwraca uwagi na kłamstwo. Nie ma miejsca na popęd seksualny w szeregach wewnętrznej Partii, którą uosabia psychopatyczna postać o’Briena. Nie ma miejsca na uczucia religijne. Czy ludzie tracili wiarę w obawie przed represjami? Na pewno. Ale ilu przetrwało przy swojej wierze. Ilu trzymało się jej sztywno. W „Roku 1984” nikt już nie myśli o Bogu innym niż Wielki Brat. Są tylko zburzone lub przemienione na muzea kościoły.
Nie ma miejsca na nostalgię, nie ma miejsca na miłość. Nawet zakochany w Julii Winston wyrzeka się wszystkiego przy ostatniej z tortur. Czy rzeczywiście każdego można zniszczyć jego lękiem? Myślę, że nie. A jeśli lękiem byłaby utrata rodziny? Wciąż w człowieku nie umiera uczucie do bliźniego.
Nie ma wreszcie miejsca na prawdziwy proletariacki bunt. Bunt, który rozniósł monarchię. Bunt, który doprowadził do socjalizmu. A wreszcie bunt, który zniósł ten socjalizm w państwach pod wpływami ZSRR, w tym Polsce. Walka o dobre i godne życie. Przeciwstawienie się niesprawiedliwości.
Nawet z psychologicznego puntu widzenia, to wszystko, co zostało nakreślone u Orwella, jest totalną antyutopią. Światem złym do granic i nierealnym. Tego chciał Orwell. Ale pomniejszył w moich oczach człowieka. Pokazał go całkiem bezsilnego wobec systemu.
Jak wcześniej wspomniałam. Uproszczona wizja była trafiona. W 1984 wciąż panowały totalitaryzm, inwigilacja i rządy jednej, socjalistycznej Partii w środkowo-wschodniej Europie, do dziś w innych krajach świata, np. w komunistycznych Chinach czy Korei Północnej. Ale 5 lat po 1984 był też upadek Muru Berlińskiego i ogromne zmiany, które pozwoliły środkowej Europie uwolnić się z macek socjalizmu. I choć wciąż borykamy się z przeszłością, jesteśmy wolni.
Są też tacy, którzy wysuwają teorie spiskowe, iż jest wręcz przeciwnie. Że cały czas jesteśmy kontrolowani, na co pozwala zaawansowana technologia. To prawda, że niewiele trzeba by przejąć kontrolę nad naszą prywatnością. Ale nigdy nie będzie to kontrola totalna. „Cała nadzieja w prolach” mówił Winston zanim został aresztowany i miał rację.

Nawet jeśli grozi nam jeszcze koszmar komunizmu, to nigdy nie zgaśnie nadzieja. Historia to zagadka i nie można przewidzieć jej dokładnie. Można wysuwać trafne wnioski. Mieć wizję, jak Orwell, które dość zbliżenie, w przesadzony specjalnie sposób nakreślą przyszłość. Ale zasadą historii wciąż pozostaje zmiana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz