piątek, 10 czerwca 2016

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety

Źródło: Teatr Żeromskiego w Kielcach
Wojna nie ma w sobie nic z kobiety to trafny tytuł opartej na faktach książki Swietłany Aleksijewicz. Z jednej strony przewrotny, bo tematem wspomnień jest właśnie kobieta, która z wojną ma wspólnego wiele, z drugiej prawdziwy, bo sama wojna “nie ma w sobie nic z człowieka”, jak wyznaje Elżbieta Depta - reżyserka adaptacji scenicznej.
Dokładnie w minucie, w której ma się rozpocząć spektakl, do zniecierpliwionych widzów wychodzi kobieta w różowej, balowej sukni (Joanna Kasperek) i wygłasza głosem diwy, ile osób zmarło w atakach terrorystycznych na przełomie ostatnich lat. Dojrzały erotyzm, jaki z niej emanuje, peszy, gdy przechadza się wśród zgromadzonych, zadając trudne pytania. “Czy ma pani w domu płyn Lugola?”, “A może fruktozę?”. “Czy kobieta powinna iść na wojnę?”, “Czy strzeliłaby pani do drugiego człowieka?”, “A w obronie własnej?’. “Czym różni się śmierć naturalna od morderstwa?”. Widzowie są zdezorientowani i odpowiadają nieskładnie, mężczyźni silą się na humor, twierdząc, ze kobieta powinna siedzieć w domu i gotować - nie śmieszą nikogo. Pacyfistki twierdzą, że nie strzeliłyby, ale w obronie własnej tak. Czy wiedziałaby, kiedy to jest już strzał w obronie własnej? Nieprzypadkowo ci, którzy odpowiadają “Tak, powinna”, “Tak, strzeliłabym” są pozostawiani w spokoju.
Sala, w której odbywa się spektakl jest mała i ciasna, nie spełnia wymogów przeciwpożarowych. Widzowie muszą siedzieć w ławkach, tuż obok siebie, oparcia są twarde i niewygodne. Na scenę wbiegają trzy dziewczyny (Anna Antoniewicz, Dagna Dywicka i Magda Grąziowska) i jak w chórze kościelnym wyśpiewują swoje przeżycia.
Spektakl mnie nie rusza, ale jak w wywiadzie wyznaje E. Depta nie chodziło o szantaż emocjonalny. Opowieści są straszne, mrożą krew w żyłach, ale nie są szokujące. Wiemy o wojnie wszystko, przestały nas wzruszać gwałcone kobiety, wykręcanie kołem rąk, nabijanie ciał na pal, topienie dzieci, zwierzęce zachowania, które władają nami w ekstremalnych sytuacjach. Zimbardo pisze o nich w “Efekcie Lucyfera” - są naturalne i może nawet możliwe do wyleczenia.
Zwykłą, codzienną kobietę do wojny spektakl zniechęca. Nie bez przyczyny diwa w balowej sukni przejmuje rolę Swietłany Aleksijewicz, gdy dowódca (Edward Janaszek) pyta, dlaczego przedstawia to w ten sposób, dlaczego nie ukazuje bohaterstwa kobieta, tylko je trawestuje. Ktoś pyta go “Dlaczego nie ożeniłby się z kobietą żołnierzem?”. “A pani wyszłaby za brata?” odpowiada pytaniem, a potem mówi jeszcze: “To były bardzo dobre dziewczyny, ale po wojnie, po okropnościach, po tym brudzie człowiek chciałby do cholery mieć coś pięknego”.
Kobiety żołnierki śpiewają w próbie odreagowania, ale teksty współczesnych piosenek są zmienione i pełne aluzji. Układają z kwiatów pacyfkę, deformują lalki barbie w karykaturalne postacie, przyklejają je do ściany z czerwonymi kwiatami pomiędzy udami. Podczas musztry tańczą walca, opowiadają, co zrobiły i jak się bały. Za nimi wyświetlany jest obraz nagich, bijących się ze sobą kobiet.

Wspomnienia Swietłany Aleksyjewicz dotyczą kobiet z armii rosyjskiej, ale reżyserka usuwa wątki ideologiczne. Spektakl jest o każdej kobiecie na każdej wojnie. W teatralnym przedsionku można obejrzeć rozmowy z żołnierkami ukraińskimi, jedną Izraelką - są bardzo młode, mówią, dlaczego poszły na wojnę, co było dla nich najgorsze, co najmocniej wbiło im się w pamięć. Jedna z nich odpowiada “jestem patriotką, składałam przysięgę wierności narodowi ukraińskiemu”. Ma piękną twarz i równe brwi. “Nie wiem czemu na froncie nigdy nie śni mi się wojna, a w domu śni mi się, że biegam z automatem”.

2 komentarze:

  1. "Dzisiejsze" kobiety są silne. Tak samo jak to było kiedyś. Kiedyś jednak nie dawano nam przyzwolenia by tę siłę okazywać. Myślę czy to nie zamiana ról kiedy kobieta idzie na wojnę? Jaki cel jej przyświeca - jaka motywacja? Czy aby na pewno patriotyzm? Sama nie wiem. Dobrze, że poruszamy takie tematy, że nie przechodzimy obojętnie, nie dajemy dojść do głosu tabu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Spektakl pokazuje też, jak trudno jest kobiecie przetrwać wśród mężczyzn. Jak jest wyśmiewana, wykorzystywana i nieszanowana. Najbardziej naciskane są te kobiety, które nie pełnią ról przeznaczonych dla kobiet, jak bycie sanitariuszką, tylko wchodzą w role mężczyzn, są snajperkami itd. Myślę, że teraz łatwiej jest kobiecie być żołnierzem, bo okazywanie przez nią siły i determinacji nie wydaje się już takie dziwne. Ale zawsze przewijały się w historii kobiety walczące. Myślę, że z patriotyzmem działa to tak samo u mężczyzn i u kobiet. Po prostu czy wszyscy żołnierze to patrioci, czy może wielu z nich idzie na wojnę, by okazać swoją agresję? Rzeczywiście należy o tym rozmawiać, zwłaszcza w czasach, w których wszystko wydaje się kontrowersyjne. Przypomina mi to trochę spór utworzony wokół pomnika małego powstańca. I czy to dobrze czy źle chwalić się kilkuletnim dzieckiem z granatem. Wojna jest zła i okrutna, a jednak heroizm jest cechą podziwianą.

    OdpowiedzUsuń